Na zmiany nigdy nie jest za późno

fot. Marek Sławiński

O tym, że na zmiany nigdy nie jest za późno opowiada Anna Szczypczyńska popularna autorka bloga Panna Anna Biega i powieściopisarka, której debiut “Dzisiaj śpisz ze mną” wkrótce w księgarniach.

Panna Anna biega czy pisze? Na jakim etapie jesteś, co cię teraz nakręca?
Prawda jest taka, że pisanie było moją największą pasją od dziecka, a biegam dopiero od siedmiu lat. Lubię i jedno i drugie, ale pamiętam ten dzień, kiedy przy wieczornych pogaduchach z moim narzeczonym raptem zeszło na rozmowy o pasję. „Ja najbardziej na świecie kocham pisać” – odpowiedziałam bez wahania i aż miałam gęsią skórkę, bo dotarło do mnie, jak wielkie mam szczęście, że właściwie od mojej pierwszej pracy na etacie mogłam robić to, co kocham.

Szczęściara. A jak z imprezowiczki stałaś się promotorką zdrowego trybu życia, która motywuje kobiety do biegania?
Wyjaśnijmy sobie jedno: nadal jestem rozrywkowa. Wczoraj np. do północy piłam wino z przyjaciółmi jeszcze z liceum. Po prostu już nie tańczę na barach do białego rana.
Jestem tak skonstruowana, że długo dojrzewam do podjęcia ważnych decyzji, za to kiedy już coś postanowię, po prostu to robię. Najpierw kilka ładnych lat wspominałam, że chciałabym zacząć uprawiać sport, rzucić palenie – niby podejmowałam jakieś próby, ale nic z tego nie wychodziło. Dlaczego? Bo brakowało najważniejszej rzeczy: decyzji. Gdybałam sobie „Fajnie by było”, „Chciałabym”. A to u mnie nie działa. Kiedy czegoś chcę, muszę od razu wyznaczyć sobie cel i plan działania. Jak sportowiec, którym nigdy nie byłam.

Rzuciłam palenie, zapisałam się na siłownię, potem zaczęłam biegać. Kiedy przebiegłam mój pierwszy maraton, znajomi ze studenckich lat przecierali oczy i mówili: „Musisz pokazać innym, że można”. No i więc zaczęłam pokazywać, że można i podpowiadać, jak to zrobić.

Nie masz wrażenia, że obecnie utrzymywanie formy jest po prostu w modzie?
Pewnie tak, ale powiem Ci szczerze: ja zaczęłam uprawiać sport z próżności, po prostu chciałam jak najdłużej czuć się młodo, młodo wyglądać i mieć energię, a mix wino i papierosy tej witalności nie dają.

No dobrze, a co zrobić, jak nam jesienią zapał ucieknie, a endorfiny będą pojawiać się wyłącznie podczas podgryzania czekolady?
Nie mam dobrych wieści: tylko dyscyplina może nas ocalić 😉 Ale nie należy się jej bać. Dyscyplina nie musi być zła. Ja też nie lubię „MUSIEĆ”, zdecydowanie bardziej wolę „CHCIEĆ”. Namawiam jednak do zdrowej dyscypliny, która może być zabawą. Napisałam o tym ostatnio cały artykuł do Be Active, ale w skrócie powiem tak – wyznaczyć sobie konkretne dni tygodnia na trening, zapisać się na grupowe zajęcia, namówić koleżankę, by też się zapisała. Zapewniam Cię, że dużo łatwiej jest trenować w jesienne dni, kiedy określisz się: „Biegam w poniedziałki, środy i soboty” niż „Biegam trzy razy w tygodniu”. Dziesięć lat aktywności nauczyło mnie tego, że warto być konkretnym, bo w przeciwnym razie zawsze znajdzie się jakiś powód, by powiedzieć: „E tam, dzisiaj mi się nie chce. Pójdę jutro”.
A jeśli chodzi o czekoladę, to sama ją uwielbiam i wcale z niej nie rezygnuję.

Czy sport wpłynął na twoją pewność siebie? Mam wrażenie, że nie tylko w relacjach międzyludzkich jesteś mega otwarta, w końcu spakowałaś walizkę i zamieszkałaś na Lazurowym Wybrzeżu. Hej, to równie szalone, co fantastyczne.
Na pewno, choć powiem Ci, że jak patrzę na życie wstecz, to moją najlepszą życiową lekcją był wyjazd do Londynu. W Polsce byłam dziennikarką z kilkuletnim stażem, robiłam fajne rzeczy, a tam musiałam zacząć od zera. Nie miałam mieszkania, pracy, żadnych znajomych, rodziny. Miałam jedynie chłopaka, który poleciał tam na studia i powiedział: „Leć ze mną!”. Wiedziałam, że nie znajdę pracy w moim zawodzie, bo angielski znałam dobrze, ale nie tak, by pisać w tym języku artykuły, więc wymyśliłam sobie, że muszę znaleźć pracę w jakimś przyjemnym sklepie, żeby się dużo nauczyć. Nie miałam żadnego doświadczenia w sprzedaży, ale uparłam się i po trzech tygodniach dostałam kontrakt w głównym butiku Gucci na Knightsbridge. Pamiętam, że nie miałam nawet adresu ani konta w banku, bo wciąż szukaliśmy mieszkania. Ale tak się starałam, że mnie przyjęli. Potem skończyłam tam nawet kurs na trenera personalnego, pracowałam na siłowni, miłość się skończyła, a ja musiałam sobie radzić sama. I po tym doświadczeniu wiedziałam, że jeśli tam dałam radę nie mając nic, to wszędzie sobie poradzę.

Dla kogo napisałaś „Dzisiaj śpisz ze mną?” To zmysłowa powieść o trudnych wyborach i odpowiedzialności. Dość odważna, ale też życiowa.
Tę książkę napisałam zarówno dla kobiet, by z nimi pobyć, jak i dla mężczyzn, by mogli je lepiej zrozumieć. Choć myślę, że większość panów bardziej się wkurzy niż zrozumie, bo nie lubią czytać o zdradach kobiet. A ja właśnie dlatego chciałam tę książkę napisać, by przypomnieć, że my kobiety też lubimy seks, też mamy potrzeby, też potrzebujemy zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Czy jest odważna? Mój kolega powiedział tak: „ta opowieść jest ludzka, oparta na naszych instynktach. To studium intymności owiniętej w dwa metry kwadratowe skóry i dziesięć obgryzionych paznokci.” I świetnie to ujął. Bo chyba taka ta książka jest.

Moim zdaniem nie ma znaczenia, czy jest się trzpiotką, dla której macierzyństwo to jedno z wielu doświadczeń, czy kobietą, która całe życie marzyła o tym, by wyjść za mąż, urodzić gromadkę dzieci, gotować i urządzać mieszkanie – wszystkie mamy podobne potrzeby i gdzieś tam w środku trochę tęsknimy za tym, kim byłyśmy kiedyś. Problem w tym, że nie zawsze wiemy, co z tym fantem zrobić. Jedne poradzą sobie idąc w pasję, uprawiając sport, troszcząc się o relacje z dawnymi i nowymi znajomymi, a inne pogubią się naiwnie wierząc, że romanse przywrócą im młodość. Że to ostatnia deska ratunku, by przeżyć coś ekscytującego. I o tym chciałam napisać.

Czułaś lukę dla takiej książki na rynku wydawniczym?
Tak. Nie mówię, że nie ma takich powieści, ale jest ich niewiele. Do wyboru mamy albo ciężki kaliber, dużo psychologicznych rozkminek i dość depresyjny seks albo stricte erotyczne powieści, gdzie mniejszy nacisk kładzie się motywy działania postaci, ich pragnienia i cele, język nie ma większego znaczenia. Mamy też dobrze napisane romanse, które się świetnie czyta, ale nie ma w nich tak zwanych momentów. A ja chciałam napisać prostą historię, która dotyka instynktów: pachnie młodzieńczą letnią miłością, winem i malinami, zderza ją z szarą, listopadową Warszawą i ogromem obowiązków dojrzałej kobiety. Chciałam, by się ją lekko czytało, by wciągała, ale by sceny miłosne nie kończyły się na pocałunkach. Postanowiłam, że ja chcę zajrzeć moim bohaterom pod prysznic, zobaczyć ich pośladki i posmakować ich zroszonej słonymi kroplami potu skóry. Chciałam, by tę książkę lekko się czytało, by nadawała się na nocne karmienie, czy do pociągu, ale jednak skłaniała do refleksji, opisami miejsc czy postaci pobudzała zmysły, czasem bawiła. Ale czy to się udało? Ocenę zostawiam czytelnikom.

Dużo Panny Anny jest w “Dzisiaj śpisz ze mną”? Jak powiesz, że tak to pewnie popularność książki wzrośnie.
Myślę, że każdy będzie mnie o to pytał. Czy jest mnie dużo? Na pewno. Czytam sporo książek z teorii literatury, wywiadów z pisarzami i to jest zupełnie normalne, że przy pierwszej powieści wykorzystujemy sporo rzeczy, które znamy, bo najzwyczajniej w świecie boimy się od razu pisać. Oczywiście nie mówię, że tak jest zawsze, ale bardzo często. Dlatego główną bohaterką jest dziennikarka, bo chciałam opisać rzeczywistość, jaką znam. Myślę, że dla ludzi ciekawe jest nie tylko to, z kim bohater sypia, ale również jego praca. Poświęciłam sporo miejsca temu, co się dzieje w redakcji. Ale rozczaruję Cię: fabuła jest wymyślona i na jej ostateczny kształt miało mnóstwo zasłyszanych historii, które ludzie lubią mi opowiadać. A ja lubię słuchać.

Jakbyś miała dać parze jedną radę, receptę na fajny związek, co by to było?
Spróbujcie słyszeć tylko to, co ktoś naprawdę powiedział. Mam wrażenie, że większość konfliktów wynika z tego, że lubimy sobie różne rzeczy dopowiadać. On coś powiedział, ale my nam się nie podobała jeszcze mina, gest i robimy z igły widły. A może on po prostu był zamyślony? To bardzo trudne, bo sama sobie dopowiadam różne rzeczy. Kiedy „dyskutujemy” w domu, ciągle słyszę: „To już Twoja interpretacja, ja powiedziałem tak”. I to jest prawda. Lubimy dodawać, interpretować, doszukiwać się drugiego dna. A najlepiej zapytać wprost. Tylko łatwo to powiedzieć, a trudniej zrobić, prawda?

Jesteś popularną blogerką, teraz powieściopisarką, mieszkasz na Lazurowym Wybrzeżu, a twój partner to sympatyczny przystojniak. Czy coś ci się w życiu nie udaje? Powiedz chociaż, że nie jesteś perfekcyjną panią domu.
Jestem koszmarną panią domu! Rudzik już nieraz chciał mnie wyrzucić z domu. Niestety mam taką przypadłość, że uwielbiam moją pracę i tak bardzo się w nią wkręcam, że zapominam o prostych sprawach, takich jak choćby umycie podłóg w mieszkaniu. Ale staram się spotkać gdzieś pośrodku, czyli rozumiem, że mój facet się ucieszy ze smacznego obiadu, od święta nawet piekę ciasto, ale proszę też o zrozumienie tego, że czasem muszę się zamknąć w pokoju i napisać kilka słów czy przygotować nowe zdjęcie na Instagram. A z tym Lazurowym… wiesz, ja od kilku lat nie mam domu. Ciągle jestem gdzieś na kilka miesięcy, na rok, już nie pamiętam czy ten sweter mam w Warszawie, w Szklarskiej Porębie, czy w Villefranche sur Mer. I czuję, że szykują się kolejne zmiany, a ja znowu będę pakować walizki, komunikować w innym języku, otwierać nowe konta w banku, szukać przedszkola… Wszystko pięknie wygląda na zdjęciach.

Podobne wpisy

by
Poprzedni wpis Następny wpis