Byśmy nigdy nie zapomnieli o tym, co ważne

O najnowszej książce „Jej portret” rozmawiamy z Anną H. Niemczynow,  autorką powieści obyczajowych, oraz bloga www.annaniemczynow.pl.  O tym co ważne opowiada nam pasjonatka świadomego życia, poszukiwaczka szczęścia bez powodu.

Ania, namieszałaś swoją najnowszą książką! W piękną formę ubrałaś bezsilność wobec obojętności i odrzucenia. „Jej portret” to nie przyjemna opowiastka, a raczej mocny głos.

Pisząc książki, staram się czynić to tak, aby poniekąd wymusić na czytelniku refleksję nad własnym życiem. Prowokuję do zadawania sobie pytań i udzielania na nie odpowiedzi. Jeśli ktokolwiek po przeczytaniu tejże historii pochyli się nad wartością związku, będę szczęśliwa i uznam, że odniosłam sukces.

To książka napisana ku przestrodze? Dla niej i dla niego?

Dla obojga, aby poddali się refleksji, czy warto… Czy warto wyciągać dłonie po więcej w chwili, gdy ma się tak naprawdę wszystko. Czego jeszcze nam ludziom brakuje? Czy przypadkiem hołdując postawie hedonizmu nie tracimy po drodze siebie i nie zapominamy, kim w istocie jesteśmy? Prawdziwa wartość w relacjach międzyludzkich nie bierze się z chwilowej przyjemności, lecz z mozolnie tkanej codzienności pełnej trosk i rutyny, w której należałoby się wspierać.

Długo siedziała w tobie ta historia, nim przelałaś ją na papier?

Kiedy skończyłam pisać powieść „Zostań ile chcesz” miałam zasiąść do napisania zupełnie innej powieści, ale… w wyniku splotów różnych okoliczności wpadł mi w ręce stary pamiętnik. Treści zawarte na jego kartach napisałam przed dwudziestoma laty. Nie mogłam się nadziwić dojrzałości, jaką już wtedy w moim odczuciu się cechowałam. Rozmarzyłam się i w wyobraźni ujrzałam te słowa w druku, a potem wymyśliłam historię Mai i Marcela, wplatając w nią wątki z pamiętnika, które zostały poddane naprawdę znikomej redakcji. Dzięki temu powieść zyskała na autentyczności. Jako ciekawostkę mogę zdradzić, że daty zawarte na kartach książki są prawdziwe. W tych dniach, w tym właśnie czasie napisałam słowa, które niedawno opublikowano. Niech mi teraz ktoś powie, że ludzkie życie to nie jest magia? Wszystko dzieje się po coś.

Czytając „Jej portret” po raz kolejny miałam wrażenie, że dużo ciebie jest w Mai. Podobnie jak Ty jest pisarką, pełnoetatową mamą, partnerką zapracowanego męża, przywiązuje uwagę do życia w zgodzie ze swoim ciałem i duchem, a później coś w niej pęka. Rozumiem, że tu podobieństwo się kończy? Co chciałaś tym przekazać? Że każdy z nas ma chwile zwątpienia?

Bez względu na to, co się wydarza trzeba próbować robić wszystko, by nie dopuścić do momentu, w którym coś w nas pęknie. Wymaga to pracy przede wszystkim nad sobą. Każdy z nas ma chwile słabości, ja również. Bywało, że waliłam głową w mur, aż w końcu wpadłam na pomysł, by zadać sobie pytanie, po co to robię? Usiadłam wtedy przed lustrem i zapytałam dziewczynę, którą tam zobaczyłam, czego tak naprawdę chce od życia. Zanim padła odpowiedź, polało się mnóstwo łez, ale…ona w końcu padła! Jak już zdałam sobie sprawę z tego kim jestem, doszłam do wniosku, że mi to nie pasuje i ja sama, nikt inny, zakasałam rękawy i zaczęłam siebie zmieniać. To, jaka jestem dziś, nie jest darem z niebios. Nie urodziłam się z wewnętrznym spokojem, ja na ten spokój muszę codziennie pracować. Stworzyłam sobie ramy tak zwanej radosnej dyscypliny w obszarach której wolno mi się poruszać i to mnie trzyma w pionie. Gdybym sobie odpuściła, kto wie, czy nie skończyłabym jak Maja. Dlatego nie oceniam jej postępowania. Bohaterka, którą stworzyłam w pewnym momencie życia się po prostu pogubiła i to naprawdę może się zdarzyć każdemu z nas. Napisałam tę historię ku przestrodze, także dla siebie i dla swojego męża. Byśmy nigdy nie zapomnieli o tym, co ważne.

Myślisz, że każda z nas ma momenty tęsknoty za wyidealizowaną miłością?

Trudno mi odpowiadać za wszystkich, ale myślę, że nic co ludzkie, nie jest nam obce. Dlatego warto rozmawiać o tychże momentach, o tęsknotach i o konsekwencjach jakie przyjdzie nam ponieść, gdy w chwili słabości zabraknie nam opanowania. Tu znów powrócę do pracy nad sobą, którą należy wykonać w dniach, w jakich na pozór nic się nie dzieje. Jeśli wyćwiczymy się w zaufaniu do swoich wartości, w momencie burzy nic nami nie zachwieje. Zasoby spokoju będą wystarczające, aby przetrwać. Ale na to trzeba codziennej pracy.

Rozmawiać o tym z partnerem? Czy raczej nie wywoływać wilka z lasu?

Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Mówić o swoich pragnieniach i potrzebach. Związek z drugim człowiekiem to prawdziwe wyzwanie. Żyjąc z moim mężem jestem zmuszona nieustannie kroczyć ścieżką osobistego rozwoju. Codziennie przypominam sobie, że moje zdanie nie musi być ostatnie i moja prawda nie musi być jedyną słuszną, bowiem każdy ma prawo mieć swoją. W moim małżeństwie też nie zawsze jest różowo. Mówiąc kolokwialnie, codzienność może każdemu z nas „dowalić”, bo nie zawsze mamy na nią wpływ. Dlatego warto rozwijać przestrzeń duchową związku. My chodzimy całą rodziną do kościoła, bo zdajemy sobie sprawę, że bez Boga w sercach nie dalibyśmy rady.

Propagujesz świadome życie, filozofię akceptacji i wdzięczności. Czy w pędzie dzisiejszego życia nie są to mrzonki?

Wszystko zależy od tego, na ile jesteśmy uczciwi i autentyczni w swoich postawach. Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Czy kiedy mówię, że jestem wdzięczna, czuję to naprawdę, czy mówię tak tylko, bo to modne. Pęd życia nie wyklucza świadomości tego, kim jesteśmy. Można żyć pięknie, biegnąc. Kto powiedział, że każdy ma iść w tempie ślimaka? Nie wsadzajmy siebie w sztywne ramy.

Czy między rolami: kobieta, matka, żona można postawić znak równości? Czy może stworzyłabyś piramidę hierarchii?

Jestem daleka od hierarchizowania ludzi. Wszyscy jesteśmy równi i wszyscy przyszliśmy na ten świat po coś. Pytanie tylko, czy zdajemy sobie sprawę, po co?

Na koniec, może zdradzisz czytelnikom Stylowi, o czym będzie Twoja kolejna książka?

Kolejna książka będzie totalnie inna od powieści „Jej portret”. Podczas pracy nad nią sporo się śmieję i przepełniają mnie dobre uczucia. Można powiedzieć, że pozytywnie afirmuję rzeczywistość.
Chciałabym za pomocą tej historii zawołać do Czytelnika: Hej, jesteś tam? Życie cię kocha, nie traktuj go z taką powagą. Puść lejce i pozwól się prowadzić. Życie nie znosi próżni i zawsze coś fajnego przyniesie.

Rozmawiała: Justyna Chaber

Podobne wpisy

by
Poprzedni wpis Następny wpis